Lustro

Pewnego razu była sobie Królewna. Królewna była mądra i piękna. Jednak o tym, że była piękna wcale nie wiedziała. Bo kiedy przyszła na świat, zła wróżka podeszła do jej kołyski i powiedziała:
– Nigdy nie zobaczysz swojej urody, będziesz żyła w przekonaniu, że jesteś najbrzydsza w królestwie aż w końcu w to uwierzysz!
Wróżka najwyraźniej była bardzo zgorzkniała i może nie lubiła małych dziewczynek. Zwłaszcza jeśli były królewnami. Jednak po chwili przypomniała sobie, że każdy zły czar musi dać się odczarować.
– No, więc dobrze – rzekła wróżka – zły czar pryśnie kiedy uda ci się zobaczyć swoje odbicie.
A następnego dnia kazała stłuc wszystkie lustra w królestwie. Żeby Królewna nigdy nie mogła zobaczyć się w żadnym z nich.
Królewna dorastała, w spokoju i radości, jakie niesie ze sobą dzieciństwo. Dorastała w zamku bez luster. Ale nie czuła ich braku. W końcu stała się młodą dziewczyną. Była jednak przekonana, że jest najbrzydsza w całym królestwie. Starała się więc kwestią urody w ogóle nie zaprzątać sobie głowy. Czasami tylko zdarzało jej się rozważać to przez krótką chwilę. I wtedy myślała, że skoro ludzie nie odwracają się od niej, to jej brzydota nie jest przeszkodą w życiu.
Życie bez luster miało wiele zalet. Królewna nie zastanawiała się długo nad wyborem sukni. Nie upinała godzinami włosów. Nie porównywała swojej urody do innych. Rano szybko wskakiwała w suknię w ulubionym kolorze i wiązała kucyk na czubku głowy. Zależało jej na wygodzie bo lubiła spędzać czas aktywnie. Nie wiedziała co to kompleksy bo nie mogła analizować każdego centymetra swojej twarzy i ciała. Dzięki temu oszczędzała mnóstwo czasu na inne rzeczy. Była pogodna, więc miała wielu przyjaciół. Miała też mnóstwo pasji i zainteresowań. Ileż czasu można zyskać dla siebie kiedy uroda przestaje mieć znaczenie.
Przekonanie o tym, że jest najbrzydsza w królestwie nie przeszkodziło jej dobrze się bawić i rozwijać. Może nie dla każdej królewny uroda ma znaczenie? A może najważniejsza jest ta prawdziwa uroda, którą ma się w sobie, nie na zewnątrz lecz w środku?
Królewna była coraz starsza, a czar złej wróżki nie wydawał się wielkim ciężarem. A kiedy była już wystarczająco dorosła pewnego dnia wyszła za mąż za towarzysza swoich dziecięcych zabaw. Z którym łączyły ją pasje i zainteresowania i który był prawdziwym przyjacielem. A kiedy zapytała go, czy jej brzydota mu nie przeszkadza, roześmiał się tylko i uściskał ją mocno.
W królestwie nadal nie było luster. Ale już dawno zapomniano po co właściwie one są.
Któregoś dnia ogłoszono nowinę. Królewna spodziewała się dziecka. Wszyscy bardzo się cieszyli.
Ale królewna chodziła zamyślona i smutna. Bała się, że przekaże swojemu dziecku brzemię, które sama dźwiga. I chociaż dla niej nie było ono zbyt ciężkie, to jak zniesie je ono?
W końcu nadszedł wielki dzień i na świecie pojawiło się dziecko. Leżało w pięknej kołysce i spało spokojnie.
Królewna stanęła nad kołyską i długo wpatrywała się w drobną twarzyczkę. Dziecko było tak piękne, że królewna musiała przyznać, że nigdy nie widziała nic tak pięknego. Nie wiedziała, że czar złej wróżki właśnie prysnął. Bo Królewna patrzyła na swoje odbicie. Nie w lustrze ale w tej małej osóbce. Ale to już nie miało żadnego znaczenia. Bo przez te wszystkie lata bez luster zupełnie inne wartości miała w głowie i w sercu Królewna.

W tym czasie zła wróżka zaczęła żałować swojego czynu. Zabrała Królewnie to co powinna mieć każda młoda dziewczyna – możliwość cieszenia się swoją urodą. Postanowiła zdjąć zły czar.
Któregoś dnia stanęła w drzwiach zamku trzymając przed sobą wielkie, kryształowe zwierciadło. Królewna bawiła się właśnie ze swoim dzieckiem w ogrodzie. Wróżka postawiła przed nią zwierciadło i chciała odejść. Ale Królewna spojrzała na lustro i na wróżkę i powiedziała spokojnie:
– Zabierz swoje zwierciadło. Nie jest mi potrzebne. Mam już swoje lustro, w którym przeglądam się co dzień i żadnych innych mi nie potrzeba.
Zła wróżka spojrzała na dziecko i zrozumiała. Okazało się, że są w życiu rzeczy, których nawet złe zaklęcia złych wróżek nie są w stanie zniszczyć.
Królewnie kwestia urody nadal nie zaprzątała głowy. Jednocześnie świat wokół miał jej w sobie tyle, że można by nią obdzielić wszystkich. Poza tym jest tyle rzeczy ciągle do zrobienia, że szkoda czasu na zajmowanie się urodą. Wygląda więc na to, że zły czar nigdy nie był złym czarem. A może wcale nie miał nim być?

  1. Reply
    Futrzak 13/09/2015

    Tak sobie myślę że teraz często uroda staje tak ważna..czy jestem ładna,modnie ubrana..a zapomina się właśnie ze piękno to to które ma płynąć z naszego serca.Bycie pięknym w środku..to jest prawdziwy skarb…choć często jest tyle zła że czasem trudno wydobyć z siebie mimo wszystko coś dobrego…ale warto starać się 🙂 bycie pięknym w sercu..w samym środku duszy…nad tym warto pracować 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *