Monthly Archives: March 2016

Cukrowy baranek

Pewnego razu był sobie cukrowy baranek. Bielutki jak śnieg.
Stał na stole na środku pokoju, bieląc się wspaniale pośród barwnych pisanek w świątecznym nastroju.
Skromnie spuścił oczy lecz wiedział, że każdy ma ochotę, spróbować go choć trochę.
Dzieci zwłaszcza, które wokół stołu bez przerwy biegały. Lecz czuł wyraźnie, że wszystkie co czas jakiś na niego zerkały, oblizując się w myślach.

Cukier krzepi i dzieci go lubią. Słodycze być może kiedyś całą ludzkość zgubią. Je się ich zawsze zbyt wiele a apetyt na nie nieposkromiony.
Nic dziwnego, że baranek czuł się zagrożony.

Nie wiedział czy do następnego ranka dotrwać mu się uda.
Mimo, że czas był świąteczny, i że podobno zdarzają się cuda.

Dzieci jednak wierzą w bajki, lecz nie w cuda. I wierzą w słodycze.
A ponieważ żadnego z dorosłych w pobliżu nie było
życie cukrowego baranka powoli się kończyło.

Wkrótce na talerzyku została tylko cukrowa główka i baranek mógł jeszcze pomyśleć jak to szybko los się odmienia i przewrócić oczami z oburzenia.
Że nikt nie uszanował jego świątecznego spokoju, a przecież stał sobie tak spokojnie na samym środku stołu, pośród pisanek barwnych…

– Nie martw się – szepnęła jedna z pisanek – my też zginiemy marnie.
Ty przynajmniej odchodzisz wśród radosnych śmiechów dzieci.
Jedzą cukier i to im wystarczy by czuły się szczęśliwe.
Nie to co ich rodzice…
My jutro podczas śniadania zakończymy życie,
wysłuchując ciągłych narzekań i nudnych dyskusji o polityce.

Bajka o chłopcu, który lubił obserwować

Dla mojego wspaniałego Synka

Pewnego razu był sobie chłopiec, który lubił obserwować. Nie wystarczyło mu widzieć i słyszeć. Chciał jeszcze do tego zrozumieć. To wcale nie jest taka powszechna rzecz wśród dzieci a nawet wśród dorosłych nie jest. Bo wielu z nas tylko patrzy i przyjmuje do wiadomości. A ten chłopiec nie. On chciał wiedzieć więcej: jak i dlaczego. A taka wiedza nazywa się rozumieniem.
Chłopca interesowały nie tylko zasady związane z funkcjonowaniem pojazdów czy urządzeń. Interesowało go także to jak obraca się ziemia, jak mocno świeci słońce i jak topi się śnieg. Ale też jak funkcjonują ludzie – ich serca, żołądki, ręce i nogi.
Kiedy był w przedszkolu lubił poznać zasady gier i zabaw zanim się do nich przyłączył. Lubił przemyśleć czyjeś zachowanie zanim je zaakceptował. To zajmowało mu trochę czasu i sprawiało, że nie od razu czuł się dobrze w nowych sytuacjach. Najpierw musiał je przeanalizować.

Któregoś dnia do przedszkola przyszedł zupełnie nowy chłopiec. Nie znał tu nikogo i czuł się z tym bardzo źle. Zabawki, książeczki, klocki i inne rzeczy wydawały mu się nieprzyjazne. A panie w przedszkolu chociaż bardzo miłe były całkiem obce. Co dla takiego małego chłopca ma bardzo duże znaczenie.
Chłopiec, który lubił obserwować od razu zauważył nowego kolegę. Wyraźnie odstawał od grupy. Było widać jego niepewność i nawet trochę strach. Starał się być grzeczny i nie rzucać nikomu w oczy. Ale w takiej małej grupie nie było łatwo nie zostać zauważonym.
Chłopiec, który lubił obserwować postanowił pomóc chłopcu, który był nowy. Podszedł do niego i powiedział:
– Cześć, pobawimy się razem?
Nowy chłopiec spojrzał niepewnie i skinął głową na znak zgody.
– Pewnie trochę się denerwujesz – mówił chłopiec, który lubił obserwować – ale wiesz, wszyscy denerwują się kiedy są w nowym miejscu, nawet dorośli.
– Dorośli też? – zapytał nowy chłopiec – ale przecież oni nie chodzą już do przedszkola.
– Nie – odpowiedział chłopiec, który lubił rozumieć – ale chodzą w inne miejsca, w których też czują się niepewnie. Jeśli mi nie wierzysz zapytaj rodziców.
– Nigdy nie widziałem, żeby rodzice się bali – odpowiedział nowy chłopiec.
– Bo po dorosłych wielu rzeczy nie widać. Oni boją się bardziej w środku. Wtedy kiedy są smutni. Jesteś czasami smutny prawda?
– Czasami jestem, kiedy nie dostanę zabawki, którą bardzo bym chciał.
– Dorośli są smutni czasami kiedy się boją.
-I też płaczą?
– Czasami płaczą. A czasami się złoszczą, krzyczą i denerwują. Wtedy kiedy się boją. Dorośli nie chcą przyznawać się do strachu. Wolą udawać, że to nie strach tylko złość.
Nowy chłopiec patrzył z ciekawością na kolegę. Przypomniał sobie jak mama rano pokłóciła się z tatą a potem płakała kiedy odwoziła go do nowego przedszkola. On teraz bał się już trochę mniej, bo nie był już taki całkiem sam. A chłopiec, który lubił obserwować pokazał mu wszystkie zabawki i książeczki w przedszkolu. Nowy chłopiec obiecał sobie, że wieczorem powie mamie, żeby już się nie bała. Bo w nowym przedszkolu nie jest wcale tak strasznie.

Na drugi dzień nowy chłopiec nie miał już takiej niepewnej miny. Chłopiec, który lubił obserwować zauważył, że dużo śmielej podszedł do półki z zabawkami. I z dnia na dzień coraz pewniej wchodził rano do sali pełnej dzieci.
A kiedy tak obserwował przypomniał sobie nagle swoje pierwsze dni w przedszkolu. Pamiętał je dobrze bo czuł się źle w nowym miejscu. Zapach, głosy dzieci, duże sale … kręciło mu się w głowie od tego wszystkiego. Ale mimo, że to wspomnienie nie zatarło mu się jeszcze w pamięci, dużo lepiej pamiętał wszystkie te dni, w których dobrze się bawił i wygłupiał z kolegami.
Nowy chłopiec też bawił się już z innymi. Uśmiechał się często i z dnia na dzień zmieniał się z przestraszonego nowego chłopca w zupełnie zwykłego chłopca z przedszkola.
Chłopiec, który lubił obserwować odetchnął z ulgą kiedy to zauważył. Zrozumiał, że z wieloma sytuacjami można się oswoić i że pod tym względem człowiek mały i duży jest skonstruowany odpowiednio.
Na wszelki wypadek jednak zapytał jeszcze wieczorem tatę, który był bardzo mądry:
– Tato, czy do wszystkiego można się przyzwyczaić?
– Do wszystkiego, co nie jest dla nas złe – odpowiedział tata.
– Ale czasami boimy się czegoś co wcale nie jest złe.
– Boimy się synku głównie z jednego powodu – bo czegoś nie znamy. Kiedy to poznamy, przestajemy się bać.
Tata na pewno nie bał się niczego i na pewno wiedział wszystko. Właśnie to była odpowiedź, która wyjaśniała tak wiele. Żeby się nie bać trzeba poznać.
Chłopiec nadal obserwował i starał się rozumieć więcej i lepiej, bo po prostu lubił obserwować i rozumieć. Ale też może dzięki temu będzie bał się czasami trochę mniej.

Tramwaj

… A ja najbardziej lubię jeździć tramwajem, który sunąc lekko po torach kołysze się na obie strony
Za jego szerokimi oknami, tuż obok, świat rozpędzony.
Auta i autobusy ścigają się ze sobą.
Tramwaj jest bardziej ulicy ozdobą. Jej stylem i smakiem.
Tramwaj jest trochę niedzisiejszy. Coś na kształt duszy wypełnia go do granic. Płaszczyk nostalgii unosi się nad nim, kiedy mknie przed siebie wąskimi torami. I dzwoni magicznie. I stuka kołami.
Tramwaj ma w sobie coś z czasów minionych.
Statecznie i niespiesznie zbliża się do przystanku.
I dzwoni – dzyń, dzyń – zamiast wrzeszczeć klaksonem
Budząc uliczny ruch o poranku.
Wsiadam więc zwykle z miną uroczystą i zanim ruszy przy oknie siadam.
A potem wsłuchuję się w stukot miarowy, który mi bajki opowiada …

Stare drzewo

Pewnego razu było sobie stare drzewo. Rosło w samym środku sadu, otoczone młodszymi drzewami. Stare drzewo otaczano troską i szacunkiem. Pod starym drzewem postawiono drewniany stół i ławy i siadano tu dla odpoczynku, pijąc, jedząc i rozprawiając o wielu sprawach.
Stare drzewo miało jedno zadanie: dawać siedzącym chłodny cień w gorące dni. To było ważne zadanie i drzewo cieszyło się, że może spełniać tak potrzebną funkcję.

Tymczasem drzewa rosnące wokół były młodsze, silniejsze a na ich gałęziach wisiało mnóstwo owoców. Jabłka, grusze, śliwy rodziły zdrowe i piękne owoce, soczyste i smaczne. Czasami gałęzie drzew uginały się aż do ziemi pod ich ciężarem. Kiedy owoce były dojrzałe wokół drzew rozpoczynał się ruch. Wieczorami ptaki obsiadały ich gałęzie i próbowały skubać owoce. Ludzie odganiali je czyniąc przy tym wielki hałas. W dzień natomiast w sadzie pojawiali się młodzi ludzie z wysokimi drabina, które opierali o pnie drzew i wśród śmiechów i rozmów zrywali owoce z drzew i wrzucali do wielkich koszy.

Stare drzewo z przyjemnością słuchało gwaru jakim wypełniał się sad za dnia. Lubiło też wieczorne gadanie ptaków, których jedynym przewinieniem było, że też chciały popróbować soczystych owoców. Stare drzewo wspominało stare czasy, kiedy i na jego gałęziach wisiały owoce i to wokół niego panował ciągły ruch.
Teraz ruch był mniejszy ale cień i odpoczynek, jakie zaznać można było przy starym drzewie były wielki darem jaki mogło ofiarować każdego upalnego dnia.

Za to młode drzewa narzekały: że owoce są takie ciężkie, że ptaki takie nieznośne, że zbieracze owoców tacy hałaśliwi. Narzekania słychać było od rana do wieczora. I wzdychania, i utyskiwania. Mimo, że słońce świeciło jasno, wiatr lekko tańczył pomiędzy drzewami, przynosząc chłód i zapachy lata a ptaki śpiewały pięknie nawołując się wzajemnie. Stare drzewo chłonęło to wszystko. A młodsze chyba nie zauważały, zajęte narzekaniami.

Kiedy stare drzewo słuchało narzekań młodszych myślało o tym jak szybko mija czas. Jak szybko mija dzień, rok, kilka lat. I jak wiele czas przynosi i wiele zabiera. Myślało o tym ale się nie odzywało. Tylko patrzyło na mocne rozłożyste gałęzie młodych drzew, na ich mocne pnie i zielone liście. A potem rozciągało swoje gałęzie i z przyjemnością odczuwało ciepło, chłód, słońce, wiatr a nawet deszcz. Bo wiedziało, że szkoda czasu na narzekania. I że młode drzewa same kiedyś to zrozumieją. I może wtedy nie będzie jeszcze za późno dla nich, żeby cieszyć się tym wszystkim na co dzisiaj tak narzekają…

Czerwona ciężarówka

Pewnego razu była sobie ciężarówka. W dodatku cała czerwona. Stała sobie wśród aut na parkingu i była bardzo smutna. Z różnych stron docierały do niej niezbyt miłe uwagi na temat jej wyglądu. Oczywiście uwagi te były wypowiadane szeptem ale ciężarówka miała dobry słuch.
– Czerwona ciężarówka, phi – słychać było czyjś cichy głos – cóż to za kolor dla ciężarówki???
– Oj tak – odpowiadał ktoś obok – ciężarówka to nie ferrari.
I auta chichotały między sobą.
– Może ktoś chce ją wystawić na wyścigach? – kolejne auto zapytało kąśliwie.
I tak cały wieczór co jakiś czas szeptano na parkingu. Ciężarówka mogłaby nie zwracać na to uwagi. Ale sama czuła, że jest z nią coś nie tak. Obok stały inne ciężarówki. Białe, szare, ciemne. Ale żadna nie była czerwona. No, jedna była żółta, ale nikt się z niej nie śmiał bo była bardzo duża i bardzo pewna siebie. Auta lubiły ją i nigdy z niej nie żartowały. Czerwona ciężarówka czuła, że wygląda dziwnie w tym kolorze, w dodatku nie była zbyt duża i nie miała żadnych cech, za które można by ją podziwiać albo chociaż lubić.

Któregoś dnia kiedy ciężarówka jak zwykle stała smutna i zamyślona, usłyszała tuż obok miły głos:
– Hej, jak minął dzień? Czym się tak martwisz?
Czerwona ciężarówka odwróciła się zdumiona. Tuż obok zaparkowała żółta duża ciężarówka i uśmiechała się przyjaźnie. Czerwona ciężarówka nie wiedziała co odpowiedzieć, zabrakło jej słów. Nie była przyzwyczajona do czyjejś uprzejmości.
– Hej, umiesz mówić? – zawołała wesoło żółta ciężarówka.
– Umiem, witaj – odpowiedział w końcu niepewnie czerwony samochód.
– Nie smuć się tyle – powiedziała żółta ciężarówka i wesoło zamrugała światłami.
Czerwona ciężarówka nie wiedziała czy powinna opowiedzieć o swoich zmartwieniach obcej ciężarówce. Ale może to jedyna okazja, żeby z kimś porozmawiać.
– Wszyscy cię lubią – zaczęła nieśmiało – jesteś taka ładna i duża.
– Naprawdę? – zapytała zdziwiona żółta ciężarówka a potem zaśmiała się – to miłe co mówisz. Ty też jesteś całkiem niezła.
– Jestem… czerwona – wyjąkała czerwona ciężarówka i czuła, że robi się czerwona jeszcze bardziej.
– Czerwony to piękny kolor! – zawołała w uniesieniu żółta ciężarówka – tak jak i żółty – i znowu zamrugała wesoło.
– Zazdroszczę ci tej pewności siebie – powiedziała czerwona ciężarówka cicho.
– Hej, wcale nie jestem taka pewna siebie – odparła poważnie żółta ciężarówka – myślisz, że żółtej ciężarówce jest łatwo? Często żartowano ze mnie i śmiano się. Kiedyś usłyszałam, że nadaję się tylko do przewożenia kurczaków. Nawet przez jakiś czas na moim poprzednim parkingu przezywano mnie: kurczakowa ciężarówka. Ale wiesz co, nie przejmowałam się tym, bo wiem, że mało jest takich żółtych ciężarówek na świecie. A żółty kolor jest bardzo ładny. W takim kolorze jest słońce – i żółta ciężarówka uśmiechnęła się wesoło – w końcu kupił mnie pewien kierowca który potrzebował dużej ciężarówki. Kiedy inni zobaczyli jak dużo jestem w stanie przewieźć, przestali zwracać uwagę na mój kolor. Liczy się to, że jestem potrzebna.
Czerwona ciężarówka długo powtarzała sobie w głowie słowa żółtej ciężarówki. Może ją też kiedyś zaakceptują taką jaka jest???

Dni mijały i były podobne do siebie a samotność czerwonej ciężarówki wcale nie przestawała jej ciążyć. Aż pewnego dnia podszedł do niej jej właściciel z jakimś drugim kierowcą. Oglądali ją ze wszystkich stron i długo rozmawiali. Była jeszcze całkiem nowa i czuła, że właściciel pewnie chce się jej pozbyć. Kto chciałby jeździć czerwoną ciężarówką???
W końcu panowie skończyli rozmawiać, uścisnęli sobie dłonie i nowy kierowca zasiadł za kierownicą ciężarówki.
– Właśnie takiej szukaliśmy – mruczał zadowolony kiedy ruszał z parkingu czerwoną ciężarówką.
Wkrótce dojechali do dużego budynku. W ścianie budynku była szeroka brama, która powoli zaczęła się podnosić. Wjechali do środka a tam stało mnóstwo aut! Małe, większe, bardzo duże. Wszystkie czerwone!
– Witaj w straży pożarnej! – wesoło zawołał kierowca wysiadając z czerwonej ciężarówki i pobiegł do biura.

Za jakiś czas na parkingu, na którym kiedyś mieszkała czerwona ciężarówka, ktoś podpalił kilka śmietników i powstało wielkie zamieszanie. Obawiano się, że ogień przejdzie na budynki i na auta. Auta patrzyły przerażone na dym unoszący się nad śmietnikami. Nagle na głośnym sygnale przyjechało kilka wozów strażackich i rozpoczęto akcję gaszenia pożarów. Tuż za wozami zatrzymała się czerwona ciężarówka, która przywiozła kilku strażaków i ważny sprzęt. Auta ze zdumieniem patrzyły na swoją byłą koleżankę z parkingu, która teraz stała poważna i wykonywała tak ważne zadanie. Przypomnieli sobie, jacy byli niemili i jak naśmiewali się z niej. A teraz ona ratuje ich przed ogniem, który może dosięgnąć każdego i zniszczyć jego nadzieje, plany i dotychczasowe spokojne życie.
Kiedy ogień został ugaszony wozy strażackie powoli i dostojnie ruszyły z parkingu. A czerwona ciężarówka razem z nimi. W ostatniej chwili dostrzegła, że ktoś wesoło mruga do niej światłami. To była jej znajoma, duża żółta ciężarówka. Czerwona ciężarówka też zamrugała chcąc pozdrowić miłą znajomą. A żółta ciężarówka uśmiechnęła się tak, jakby chciała powiedzieć:
a nie mówiłam, że czerwony to piękny kolor!