Monthly Archives: December 2017

Dom przy pewnej ulicy

Pewnego razu, w pewnym mieście, przy pewnej ulicy stał sobie różowy dom. Niewielki dom mieszkalny. W kolorze kremu z ptysi. W kolorze płatków róż. W kolorze truskawkowych lodów.
Cały różowy.
Dziwne, prawda?
Domy zazwyczaj są w zupełnie innych kolorach. Raczej niechętnie się wyróżniają. A w różowym kolorze to może być tort. Albo sukienka. Albo – niech już będzie – damski rower z fantazyjnie wygiętą ramą, jakby na kształt szyji łabędzia. Ale dom? Cały różowy??? Wielka rzadkość. Zwariowany pomysł! Brak smaku.
Chociaż może akurat ze smakiem miał coś wspólnego? Może właściciel jest cukiernikiem? I lubi kolor różowy? Bo kojarzy się z lukrem, kremem, słodyczami z dzieciństwa. Truskawkami z bitą śmietaną i nadzieniem truskawkowym w mlecznej czekoladzie …
Kto wie czym kierował się ten, kto zadecydował o takim właśnie kolorze domu.

Na tle innych domów ten od razu rzucał się w oczy. W każdą pogodę. O każdej porze roku. Na tle szarości,
beżu i bieli. I przybrudzonych dachówek. Różowy dom był jak… jak… jak plama na obrusie! Jak pryszcz na nosie! Albo może… jak lekki i różowy obłoczek miękkiej pianki w kubku czarnej kawy?

Ludzi drażnił trochę ten dom. Pokazywali go sobie palcami. Szeptali o nim. I chichotali czasami.

Czy różowy dom był brzydki? Czy różowy kolor jest brzydszy od beżowego? Czy może jest całkiem na odwrót?
No… ale nie o to przecież chodzi. Nie o spór o kolory. Nie o wyższość różu nad beżem czy błękitu nad szarością … Tylko o to, że nie pasował. Po prostu.
Ale do czego nie pasował? Ano … nie pasował do reszty. Do tych wszystkich szarych, beżowych i białych z przybrudzoną dachówką domów wokół. Nie pasował i tyle.

Czasami tak jest. Że się nie pasuje. Nie przystaje do reszty. Tylko, że gdyby dom był w kolorze zielonym to może to niedopasowanie nie byłoby aż takie. Albo choćby pomarańczowy. Ale różowy… to już skrajność jakaś.

Część mieszkańców postanowiła nawet udać się do burmistrza. Żeby zrobił z tym porządek. Bo tak być nie może, że ktoś tak bardzo odstaje.

Burmistrz był spokojnym człowiekiem. Nie czepiał się nikogo. Ale skoro ludziom się nie podoba to może trzeba coś z tym zrobić.
Ale co? Wyburzyć?! Czy przemalować? Przekonać cukiernika, że miejsce lukru jest w cukierni? I że różowy to może być raczej tort? Ale nigdy dom!
Albo może lepiej – ten burmistrz był odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu, co zdarza się niestety bardzo rzadko – może lepiej po prostu się odczepić? I zająć swoimi sprawami. Swoim życiem. Swoim domem. Lub czymkolwiek.
A cukiernik niech sobie mieszka w tym swoim różowym domu. To taki miły człowiek. I piecze naprawdę pyszne ciasta.
A że ma różowy dom…
A komu to przeszkadza???

Kolczasty dzień – czyli: czy krasnoludki są na świecie?

Czy krasnoludki są na świecie?? Co za pytanie! Są, były i będą! Zawsze…
Pewnego razu Memo wstał w bardzo złym nastroju. W nocy przyśniło mu się to niedorzeczne pytanie i może od tego się zaczęło. Wszystko go denerwowało. Macie czasami takie dni? Wszystko i wszyscy są przeciwko nam. Miałoby się ochotę wsiąść do statku kosmicznego i opuścić na zawsze tę planetę. Może gdzieś daleko jest miejsce, w którym każdy dzień jest pełen dobrej pozytywnej energii i wszystko zawsze układa się tak jak powinno? Może. Memo miał taką właśnie nadzieję.
Wsiąść do statku kosmicznego… łatwo powiedzieć ale skąd go wziąć?
– Nad czym tak myślisz- Delicjusz stanął tuż obok. Memo w ogóle nie zauważył kiedy przyszedł.
– Chciałbym czasami stąd uciec – Memo westchnął i spojrzał na Delicjusza. Czapka przesunęła mu się śmiesznie na bok. Wyglądał zabawnie. Zawsze tak wyglądał. I potrafił rozweselić każdego.
– Słuchaj Memo – powiedział nagle – mam pomysł!
Ooo! Pomysły Delicjusza bywały różne. Zwykle niezbyt mądre. Chociaż czasami ciekawe.
– Twoje pomysły nie uratują dzisiejszego dnia. Chyba już nic go nie uratuje – Memo spojrzał smętnie w okno – świat jest dzisiaj kolczasty jak jeż. Lepiej nawet nie wychodzić z domu.
– A właśnie, że wyjdziemy!- krzyknął Delicjusz i Memo aż podskoczył od tego okrzyku – zabieram cię Memoriuszu do obserwatorium mojego wuja. Może pozwoli nam spojrzeć przez lunetę. I poszukać lepszej planety dla ciebie.
Delicjusz mrugnął porozumiewawczo i szturchnął w bok kolegę.
Memo i tak nie miał nic innego do roboty.
Wuj Delicjusza był starym i mądrym krasnalem. Całe dnie obserwował gwiazdy i planety. Zbudował w tym celu całe obserwatorium. Ale nikomu nie pozwalał zbliżać się do urządzeń, które tam stały. Twierdził, że i tak niewiele ktokolwiek z tego zrozumie. A bezmyślnie gapić się w gwiazdy to każdy krasnal może równie dobrze leżąc na łące.
Delicjusz nie interesował się za bardzo gwiazdami. Ale chciał jakoś rozweselić kolegę. Wiedział, że Memo lubi niezwykłe rzeczy. Zwykłymi w ogóle nie zaprzątał sobie głowy. Nie rozmyślał o tym co powinien zjeść na śniadanie albo jaka będzie pogoda. Za to zajmowało go bardzo obserwowanie owadów i zbieranie różnych roślin. Miał w mieszkaniu całe sterty zielników, które sam zrobił.
Memo był kimś kogo mogły zainteresować gwiazdy.  Zwłaszcza dzisiaj.

Obserwatorium wuja Delicjusza mieściło się na skraju wioski krasnali. Wąskimi schodami szło się na sam szczyt pnia brzozy. A na szczycie wybudowano owalny domek, cały przeszklony. W środku znajdowało się mnóstwo bardzo dziwnych urządzeń i przedmiotów. Można było oglądać przez nie gwiazdy i planety w naprawdę dużym przybliżeniu. A resztę sobie wyobrazić lub dopowiedzieć. Albo obliczyć jeśli ktoś ma takie umiejętności.
To może wydawać się mało ciekawe- patrzeć na gwiazdę oddaloną tysiące lat świetlnych i już nie istniejącą. Ale kiedy już się zacznie, kiedy tylko myśl poleci tam wysoko, to wcale nie chce się  stamtąd wracać.

– Lubisz obserwować? – zapytał wuj Delicjusza patrząc na Memo znad okrągłych drucianych okularków, które wyglądały trochę jak mały rowerek, który zupełnie nie wiadomo dlaczego znalazł się na nosie krasnala.
– Lubię – odpowiedział Memo – lubię znajdywać odpowiedzi.
– Nie na wszystko jest odpowiedź – wuj Delicjusza uśmiechnął się lekko – ale szukać zawsze warto. Spójrz, widzisz tę jasną planetę po prawej? To planeta karłowata. Jedna z bardzo wielu krążących po orbicie Słońca. Ale jest planetą tylko z nazwy. Tych obiektów nie zalicza się do planet. I właściwie co za różnica? Co za różnica czy się zalicza czy nie? Jest tam, widać ją wyraźnie. My sobie obserwujemy, nadajemy nazwy, określamy masę.  Według naszej wiedzy a nie żadnej innej. Kto wie… a gdybyśmy stamtąd patrzyli na Wszechświat? Wszystko wyglądałoby inaczej?
I wuj Delicjusza spojrzał w niebo, które było niebieskie jak chabry. I w ogóle nie było tam widać gwiazd ani planet. Wszelkie zniknęły w oślepiającym świetle słońca, którego rządy tam wysoko są niepodważalne.
Wuj Delicjusza był naprawdę mądrym krasnalem.

Memo podszedł do największej lunety stojącej przy oknie. Zajrzał ostrożnie w okrągły otwór.
Najpierw bardzo się zdziwił bo cały Wszechświat jakby przewrócił się do góry nogami. Ale właściwie czy Wszechświat ma nogi? Czy ma górę albo dół? Czy względność wszystkiego nie jest najlepszą i jedyną sensowną odpowiedzią – na wszystko?
Wysoko, hen wśród ciemnych odłamków wirujących w pozbawionej zbawiennej grawitacji przestrzeni, planety krążyły wokół Słońca.
Była tam i planeta karłowata- niezbyt duża ale dobrze oświetlona. I gwiazdy, które zakończyły swój żywot dawno temu. Co można powiedzieć o ich realności?
Nagle coś zwróciło uwagę Memo. Był dobrym obserwatorem. Żaden szczegół nigdy mu nie umykał. Ani nieprawidłowość w poukładanym świecie przyrody.
Jedna z planet była całkiem zielona. Memo wpatrywał się w nią tak mocno, że nagle sięgnął wzrokiem aż do jej nierównej powierzchni. A potem zobaczył kratery – większe i mniejsze. A pomiędzy nimi kręte drogi. Na jednej z nich jakiś pojazd poruszał się przed siebie. Z prędkością, której nie sposób ustalić z takiej odległości. Dziwne, że w ogóle można go dostrzec. Luneta wuja Delicjusza musiała mieć naprawdę nie lada zasięg.
Nagle pojazd zatrzymał się i wysiadły z niego dwie postacie. Szczupłe i całe zielonkawe – jak planeta, na której się znajdowały. Memo zdawało się, że słyszy ich głosy.  Chociaż przecież to nie było możliwe. Jednak do jego uszu wyraźnie dobiegła rozmowa prowadzona w języku, który rozumiał dobrze:
– Kiepsko dzisiaj spałem.
– Znowu źle spałeś? Według mnie – zdecydowanie za dużo myślisz.
– Nie masz czasami dosyć tego miejsca?
– Nigdy o tym nie myślałem. Chodźmy lepiej w jakieś fajne miejsce. Mam już nawet pomysł.
– Chyba żaden pomysł nie uratuje dzisiejszego dnia.  Świat wydaje mi się dzisiaj kolczasty jak jeż. Najchętniej zaszyłbym się gdzieś i nie wychodził stamtąd.
– Dzisiaj niebo jest całkiem przejrzyste. Mój wuj kupił nowe urządzenia do obserwacji. Chodźmy do niego.
– Nie wiem czy mam ochotę…
– Przecież lubisz obserwować to co nas otacza. Może dostrzeżesz w końcu coś ciekawego. Może znajdziesz dla siebie lepsze miejsce we wszechświecie, he he…
– Bardzo wątpię. Jedynie dalekie gwiazdy i planety, na które i tak nie mógłbym się przenieść. Bo nie ma tam warunków do życia. Czasami tak bardzo miałbym ochotę uciec stąd daleko. Tam jednak nic nie ma. I najlepsze urządzenie do obserwacji tego nie zmieni.
Dwie zielonkawe postacie wędrowały przed siebie po krętej drodze wśród kraterów.
– Memo, Memo!- Delicjusz krzyczał mu prosto do ucha – chodźmy już. Jestem głodny.
– Ale tam… – Memo wskazał na lunetę szukając wzrokiem wuja Delicjusza.
– Tam nic nie ma, co?  -uśmiechnął się stary krasnal- wiem, wiem… można oczy wypatrzeć!
I zaraz dodał:
– Idźcie lepiej pobawić się gdzieś indziej. Nic tu po was.
Zanim Memo zdążył coś powiedzieć znaleźli się za drzwiami, na wąskich  schodach.
Kiedy byli już prawie na dole Memo przytrzymał Delicjusza za ramię i powiedział szybko:
– Idź, ja cię dogonię. Zapomniałem coś zabrać – i pobiegł do góry.
– Tylko szybko! – krzyknął za nim zrezygnowany Delicjusz- w brzuchu mi burczy.
Memo wpadł do obserwatorium zasapany:
– Chciałem tylko zapytać… – próbował złapać oddech – upewnić się…
– Czy krasnoludki są na świecie?? – wuj Delicjusza odwrócił się powoli i uśmiechnął do niego – co za pytanie? Są, były i będą! Zawsze… A jeśli ktoś dotąd ich nie zobaczył to przecież nie dlatego, że ich nie ma. Tylko widocznie za mało się o to starał.
A potem zamyślił się na chwilę i dodał powoli:
– Albo wcale nie patrzył…
Stary mądry krasnal spojrzał na Memo i mrugnął jakby porozumiewawczo. Albo tak tylko zdawało się Memo.
– Leć już Memo, bo Delicjusz umrze z głodu. To świetny krasnal. Zawsze umie wszystkich rozbawić i zatroszczyć się o innych.

– Tak – Memo przytaknął- to dobry przyjaciel.
– Właśnie. I wiesz co – wuj Delicjusza zawiesił głos i spojrzał na niego uważnie – i tego się trzymaj mój drogi.
A potem stary mądry krasnal  oddalił się w głąb swojego niezwykłego obserwatorium.

Memo schodził po schodach i czuł się lekko. Zły nastrój minął i wszystko znowu miało sens. Na dole czekał na niego przyjaciel – najprawdziwszy na świecie.  Czy ktoś w to wierzy czy nie. A co do wątpliwości… na wszelkie pytania wątpiących najlepszą i jedyną sensowną odpowiedzią jest względność wszystkiego i fakt, że nie na wszystko jest odpowiedź.
Gdzieś tam w górze teraz dwie zielonkawe postacie wędrowały pewnie przed siebie po krętej drodze wśród kraterów. Były tam niezależnie od tego czy ktoś na nie patrzył czy nie. I oby ich przyjaźń była tak dobra jak jego z Delicjuszem.
Stary krasnal – wuj Delicjusza – dobrze wiedział co mówi.