Mała mysz


Pewnego dnia Mała mysz obudziła się w bardzo złym humorze. W jej małej norce było zimno i w nocy bardzo zmarzła. Obudziła się głodna a drzwi do spiżarki zatrzasnęły się i nie dało się ich otworzyć. W dodatku dzisiaj właśnie był ten dzień! Mała mysz czuła, że wszystko pójdzie nie tak. To psuło jej nastrój dodatkowo.
Ze skrzywioną miną zaczęła krzątać się po małej norce. Udało jej się dostać do spiżarki ale nie mogła znaleźć swojego ulubionego sera. Zjadła w pośpiechu taki pierwszy z brzegu i zabrała się za sprzątanie. Posprzątanie małej norki nie zajmuje wiele czasu. Wkrótce wszystko znajdowało się na odpowiednim miejscu i w norce panował ład i porządek.
Co teraz?? Mała mysz przysiadła w fotelu i zamyśliła się. Czas pędził jak szalony. Nawet taka Mała mysz odczuwała to bardzo dobrze. Dopiero co liście na drzewach były zielone a wieczorem zapach kwiatów wpadał przez uchylone okno. Dopiero co wysiadywała na ganku i wygrzewała łapki. A teraz zima wokół. Bezlistne gałęzie wyciągają w jej stronę chude palce i czasami stukają w drzwi norki. Mała mysz nie jest strachliwa. Ale nie lubi  niepotrzebnego hałasu.
Ktoś stukał do drzwi. Mała mysz ocknęła się z zadumy. Tym razem to nie chudo – palczaste gałęzie.
– Co tak długo? – żachnął się szary Zając wpadając do norki – zamarzłbym!
– Na pewno nie – odpowiedziała Mała mysz – nawet nie ma mrozu. Kiedyś przynajmniej był mróz. I śnieg. A teraz?!
– Zawsze narzekasz –  Zając odwinął z szyi długi biały szalik. “Elegant – pomyślała Mała mysz – a przecież jest tylko zającem…”.
– Nie patrz tak – Zając jakby czytał w jej myślach. Nie na darmo znali się tyle lat – elegancji nigdy nie za wiele. Dbam o fason.
Mała mysz wiedziała, że to prawda. I że Zającowi z tym do twarzy. Ale nie zamierzała być miła.
Wypili po filiżance dobrej herbaty. Z sokiem malinowym i łódeczkami pomarańczy, poruszającymi się lekko w ciemnym napoju, jak pomarańczowe spławiki. Mała mysz umiała przyrządzać pyszną herbatę.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu, które przerwał Zając:
– Posłuchaj, co roku jest to  samo. Wiem, że nie lubisz dnia swoich urodzin ale to jedyny dzień w roku kiedy możemy spotkać się wszyscy razem. Nie musimy tutaj. Pod dębem dzięcioł otworzył miłą knajpkę. Przyjdź…
– Świetnie! Idźcie beze mnie. Dobrej zabawy.
Mała mysz wstała z krzesła i zaczęła zbierać kubki, stukając nimi głośno.
– Dlaczego taka jesteś?
– Jestem i już.
– Nie można tak. Być i już. Dobrze ci z tym?
– Dobrze mi samej. Nie chcę świętować upływającego czasu. Nie widzę powodu. I najlepiej jeśli już sobie pójdziesz.
Zając patrzył jak Mała mysz krząta się po norce. Wszystko tu miało swoje miejsce. Było przytulnie i ciepło. Ale Mała mysz zmieniła się. Kiedyś była inna. Lubiła towarzystwo. Zawsze lubiła narzekać i nigdy nie lubiła dnia swoich urodzin. Ale od roku jest jakby inną myszą. Jakby coś ją ugryzło.
– Przemyśl to jeszcze. Wpadnę później – powiedział Zając łagodnie. Wyskoczył z norki i zniknął między drzewami.
Mała mysz usiadła w fotelu.
Poczuła, że boli ją głowa. Jakby mało miała dzisiaj powodów do zmartwień.

Upływający czas bardzo ją ostatnio martwił. Nie wiedziała dokładnie dlaczego. Nie była stara ani chora. Ale patrząc wstecz na swoje życie była na nie bardzo zła. Miało być zupełnie inne. Nie w tym miejscu, nie z tymi – podobnymi do siebie – dniami.
Miało być inne, chociaż mysz nie umiałaby powiedzieć jakie.

Zając nie lubił ustępować. Zmusił Małą mysz do wyjścia z domu i zaprowadził ją do knajpki pod dębem. Przyjaciele już byli na miejscu. Borsuk miał na sobie świeżą koszulę a Wiewiórka upiekła ciasto z orzechami. Mała mysz próbowała się uśmiechać.  Marnie jej szło. Drażniły ją dowcipy Borsuka i paplanina Wiewiórki. I to przymilanie się Zająca.
Czy to są najlepsi przyjaciele jakich mogła mieć w życiu? Czy nie jest tak, że jest mnóstwo bardziej interesujących i inspirujących zwierząt? Tylko, że akurat z nimi los nie połączył Małej myszy.

Ile rzeczy dzieje się w naszym życiu tylko i wyłącznie dlatego, że to my tak chcemy? W ilu procentach zdani jesteśmy na przypadek? Czy wybraliśmy sobie miejsce urodzenia? Albo datę? Albo czy mogliśmy sami wybrać sobie szkołę i kolegów w klasie?
Małej myszy kotłowało się w głowie. Chyba przydałoby się, żeby ktoś porządnie ją w nią uderzył.

Wieczór był przyjemny. Knajpka pod dębem była przytulna a jedzenie dobre. Ruch był spory bo to był przecież ostatni dzień roku. A właściwie już wieczór. Na szczęście Zając wcześniej zaklepał stolik dla nich i siedzieli z dala od zgiełku.
– Lubię słuchać tych wszystkich odgłosów – powiedziała podekscytowana Wiewiórka – cały las świętuje koniec roku. Wszyscy chcą być wtedy razem.
– Z czego tu się cieszyć? – burknęła Mała mysz – czas upływa i w końcu nas tu nie będzie… Odejdziemy być może z uczuciem, że całe życie nie trafiliśmy pod właściwy adres.
Przyjaciele zamilkli. Oczywiście można rozdzielać włos na czworo. I wiercić się niespokojnie w miejscu. I mimo to nie móc się zdecydować na ruch w którąś stronę. Można sobie psuć w ten sposób każdy koniec i każdy początek roku. I jeszcze na dodatek każde urodziny. Tylko czy taki właśnie jest nasz wybór?
– Czas upływa ale każdy rok coś przynosi – zaczął powoli Zając – coś, czego nie było w poprzednim roku. Znamy się wiele lat i możemy być sobą znudzeni. Ale przecież z roku na rok znamy się lepiej a nasza znajomość kształtuje nas nawzajem. Wydaje ci się, że jesteśmy jak szara codzienność – nic cię nie zaskoczy i nie zainspiruje. Ale każda chwila w życiu, dosłownie każda, kształtuje cię. A jeśli sobie to uświadomisz to dodatkowo możesz sprawić, żeby kształtowała cię tak, jak ty chcesz. Żebyś była silniejsza i mądrzejsza i lepiej czerpała z tego, co oferuje ci twoje życie… A kiedy będziesz musiała odejść to może nie przyjdzie ci do głowy, że to był zły adres.
Zając poprawił swój biały szalik na szyi i łyknął wodę z niskiej szklaneczki, która stała przed nim. Wiewiórka i Borsuk w ogóle się nie odzywali tylko skubali okruszki ciasta. A Mała mysz nieco oprzytomniała…
Jej życie było spokojne i czasami wydawało się nudne. Ale nuda jest chyba lepsza od niepokoju? Nie była sama, miała przyjaciół, tych samych od lat. To chyba nie taki częsty przywilej. A wieczór był naprawdę miły.

Witaj nowy kolejny roku. Przynieś nam coś nowego jeśli chcesz ale za wiele nie zmieniaj. Tylko pozwól nam się nauczyć cieszyć tym co mamy.
– Komuś jeszcze ciasta z orzechami? – zapytała Wiewiórka.
– Ja nie odmówię! – zawołał Borsuk.
– Domowe ciasto – centrum wszechświata – uśmiechnął się Zając.
Mała mysz też jadła ciasto. I nie myślała już o niczym. Czasami zbyt intensywne myślenie zasłania nam całkowicie cudowną chwilę, która właśnie trwa.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *