Jesienna herbatka

馃崄

Pan imbryk przystojny cho膰 nieco p臋katy 馃珫

Pok艂oni艂 si臋 nisko zgromadzonym

Szanowni pa艅stwo! Serdecznie zapraszam!

St贸艂 herbaciany zastawiony馃嵁

St贸艂 bardzo dumny dygn膮艂 w uk艂onie

Zaszele艣ci艂 obrusem 馃巰

Dzisiaj specjalna jest okazja

A on mo偶e czu膰 si臋 prymusem馃帡

Fili偶aneczki kruche w kwiatuszki

I ma艂y srebrny mlecznik

Du偶a patera na kt贸rej kto艣 zdolny

Wymalowa艂 s艂onecznik

A na paterze kruche ciasteczka

I biszkopciki pachn膮ce馃崻

艢wie偶e owoce kolorowe馃崌馃崏馃珢

A obok bakalie b艂yszcz膮ce

Dzbanek z herbat膮 paruj膮c膮 krok w krok

Z pann膮 Cukiernic膮

Zaraz do ta艅ca rusz膮 z gracj膮馃拑

I wszystkich zn贸w zachwyc膮

Promienie s艂o艅ca jesiennego

Wkradaj膮 si臋 przez firank臋

Kt贸ry艣 z nich chwyci艂 w z艂ote palce leciutk膮 fili偶ank臋馃尀

I nawet imbir zwykle do艣膰 osch艂y

Dzi艣 w parze z miodem staje馃嵂

Czy偶 picie herbatki

To nie czysta magia? 馃獎

Czy tylko mi si臋 tak zdaje?

馃槉

Koniec i pocz膮tek

– Dlaczego jeste艣 smutny? – zapyta艂 Kio swojego koleg臋, kt贸ry sta艂 obok milcz膮c.
– Bo to ju偶 koniec – odpar艂 Rino i ze smutkiem raz jeszcze spojrza艂 na zielon膮 dolin臋, kt贸ra rozci膮ga艂a si臋 przed nimi i wygl膮da艂a, jak tr贸jwymiarowy obraz kochaj膮cego kolory impresjonisty.
– Koniec? – powt贸rzy艂 po nim Kio – to du偶e s艂owo. Zazwyczaj koniec to zarazem pocz膮tek czego艣 innego, nowego. Wobec tego czego艣 maleje i staje si臋 nie a偶 takie przygn臋biaj膮ce.
– Czy ja wiem? – zapyta艂 Rino w zamy艣leniu – nie zawsze pocz膮tek czego艣 oznacza dobre rzeczy. Czasami zupe艂nie nie.
– Rino, daj spok贸j. Maza膰 mog膮 si臋 s艂abeusze i ma艂e dzieci. Je艣li smutno ci z tego powodu, 偶e musimy st膮d wyjecha膰 pomy艣l, ile szcz臋艣cia mia艂e艣 prze偶ywaj膮c tutaj tak dobre chwile. T臋sknota tak偶e oznacza, 偶e co艣 dobrego zdarzy艂o nam si臋 w 偶yciu. To chyba w porz膮dku?
– Udaje ci si臋 nie czu膰 smutku? – zapyta艂 Rino, patrz膮c na Kio z zaciekawieniem – jak to robisz?
– Czuj臋 smutek – odpar艂 Kio – ale staram si臋 sobie z nim radzi膰. My艣l臋 o tym, co dobrego mnie czeka i to mog膮 by膰 drobiazgi. Na przyk艂ad nowa ksi膮偶ka, kt贸r膮 po powrocie wypo偶ycz臋 z biblioteki, albo nowa gra, kt贸r膮 艣ci膮gn臋 sobie z sieci. Wakacje to nie jedyna dobra rzecz na 艣wiecie! – Kio za艣mia艂 si臋 i nastr贸j Rino poprawi艂 si臋 nieco.

Wakacje w dolinie by艂y rzeczywi艣cie wspania艂e. Poczucie wolno艣ci, pi臋kna przyroda ogrzewana promieniami s艂o艅ca od samego rana, ciep艂a woda w rzece, kt贸ra by艂a miejscami na tyle p艂ytka i spokojna, 偶e mo偶na by艂o si臋 w niej bezpiecznie k膮pa膰. W innych miejscach by艂a na tyle g艂臋boka, 偶e ca艂y dzie艅 przemierzali j膮 w kajakach, docieraj膮c do miejsc, kt贸re wygl膮da艂y jak rajskie ogrody, kt贸rych nie odkry艂 dot膮d 偶aden cz艂owiek. Letnie wieczory to najwspanialsza cz臋艣膰 wakacji. Niebo usiane gwiazdami i dym z ogniska p臋dz膮cy do gwiazd.

Pi臋kne wakacje s膮 jedn膮 z tych rzeczy, kt贸re kszta艂tuj膮 nas w dzieci艅stwie na reszt臋 偶ycia – tak mawia艂a babcia i na pewno mia艂a racj臋. Niekt贸rzy twierdz膮, 偶e to, za czym t臋sknimy i co przywo艂uje w nas najlepsze wspomnienia m贸wi o nas najwi臋cej. Czy tak jest naprawd臋? Z pewno艣ci膮 co艣 w tym jest.

Jesie艅 przysz艂a znienacka i odmieni艂a zupe艂nie jeszcze niedawno zalane s艂o艅cem, rozgrzane ulice miasta. Powietrze pe艂ne by艂o wilgoci i zapachu li艣ci, a ptaki za oknem cich艂y z dnia na dzie艅. Wspomnienia wakacji powoli zacz臋艂y bledn膮膰 i przypomina膰 nieco zapomniany sen, a z drugiej strony 偶ycie toczy艂o si臋 r贸wnym tempem, po艂ykaj膮c kolejne godziny i dni. Czasami deszcz stuka艂 uporczywie w parapet ju偶 od rana, przywo艂uj膮c my艣li o tym, co pilnego jest do za艂atwienia na dzi艣. Czasami s艂o艅ce znienacka pojawia艂o si臋 na niebie i wtedy wszystko wok贸艂 pe艂ne by艂o blasku.

Dlaczego czas lata, pal膮cego s艂o艅ca, gwa艂townych burz i setek d藕wi臋k贸w i kolor贸w wydaje si臋 czasem tak wyj膮tkowym i upragnionym? Dzieje si臋 wtedy du偶o i wsz臋dzie, ludzie rozmawiaj膮 g艂o艣no do p贸藕nej nocy, a ich 艣miech nad ranem d藕wi臋czy, odbijaj膮c si臋 od uchylonych okien i drzwi balkonowych. Sen bywa kr贸tki i p艂ytki, a dni – mimo, 偶e d艂ugie – zdaj膮 si臋 gna膰 dok膮d艣 na o艣lep.

Kio zapali艂 lamp臋 stoj膮c膮 obok fotela w du偶ym pokoju. Jasne 艣wiat艂o obj臋艂o wysokie oparcie i koc w krat臋. Ksi膮偶ka z biblioteki mia艂a mi臋kkie kartki, kt贸re szele艣ci艂y przyjemnie przy przerzucaniu kolejnej strony – ile os贸b dot膮d mia艂o j膮 w swoich d艂oniach i powierzy艂o jej swoje emocje i marzenia? Teraz by艂a tutaj, jak portal do innego 艣wiata, kt贸ry bywa zupe艂nie inny w zale偶no艣ci od tego, kto go u偶ywa. Kio usadowi艂 si臋 wygodnie i zag艂臋bi艂 w lekturze. Za oknem szumia艂y drzewa i wiecz贸r powoli skrada艂 si臋, 偶eby uciszy膰 odg艂osy okolicy.

Lato ze swoim blaskiem i niezno艣nym gor膮cem, kt贸ry wspaniale ch艂odz膮 morskie fale lub mi臋kka woda w jeziorze, odp艂yn臋艂o w czas miniony. Jednak zosta艂o gdzie艣 g艂臋boko w tych, kt贸rym trudno by艂o si臋 z nim rozsta膰. Jak zapas drogocennej energii w tkankach i 偶y艂ach, kt贸ra ciep艂ym strumieniem dociera do najdalszych kom贸rek i daje im 偶ycie. Po to w艂a艣nie jest – nie po to, by trwa艂o wiecznie. Za to jesie艅 daje g艂owie i sercu czas na inne dobre emocje, ma艂e wzruszenia i wielkie prze偶ycia – takie do g艂臋bi duszy, kt贸ra wreszcie s艂yszy sam膮 siebie. I wie – z roku na rok coraz lepiej – w jakim kierunku chce pod膮偶a膰.

Mama

Pewnego razu pewna mama

Postanowi艂a poby膰 sama

Nie tak przez chwil臋 czy na troch臋

Tylko na d艂u偶ej

Najpierw wi臋c posz艂a na d艂ugi spacer

Sama by poczu膰 si臋 raz inaczej

wypi艂a kaw臋 w kawiarence, w ma艂ej kwiaciarni

Kupi艂a r贸偶e

Potem usiad艂a na 艂aweczce

By poopala膰 si臋 troszeczk臋

Bukiet pachn膮cy tu偶 obok siebie

Po艂o偶y艂a

Spojrza艂a w niebo ca艂e w b艂臋kicie

– Pi臋kne jest 偶ycie! – Tak pomy艣la艂a

Oczy przymkn臋艂a i ca艂kiem si臋

Rozmarzy艂a

W ko艅cu chwyci艂a bukiet r贸偶

– pora do domu wraca膰 ju偶!

Co mi tam niebo i kawiarenki

Pustawe

W domu czekaj膮 na mnie dzieci

Tam jasne s艂o艅ce dzie艅 ca艂y 艣wieci

Ciekawe jak膮 wymy艣l膮 dzisiaj

Now膮 zabaw臋?

A kaw臋

przecie偶 mo偶na pyszn膮

Wypi膰 w domu!

Na co komu

Pi膰 j膮 samotnie gdzie艣 tam … ?

Taka ju偶 jest ta upragniona

samotno艣膰 mam 馃檭

Maj

Maj 🍀🍀🍀
Co ma zielone oczy
I w艂osy jak li艣cie zielone
Od 艣witu gada z ptakami
I zerka w stron臋
rzeki
🐟🐠🐟🐠🐟
Czasami
plecak szmaciany
Na ramiona narzuca
I w臋druje przed siebie
Mrucz膮c
opowie艣ci
👟👟👟👟
Kapelusz 👒
Kawy kubek
Zapach trawy i s艂o艅ca
I bezczynno艣膰 s艂odka
Bez ko艅ca!
i bez pocz膮tku💃💃💃
A czasami
艣wietlisty
Z u艣miechem czaruj膮cym
Ramiona rozpo艣ciera
I deszczem pachn膮cym
Spada na ziemi臋 🌦🌦🌦
呕ycie w Maju 💚 zwalnia tempo… 鈽
😊😊😊

Most

Pewnego razu by艂 sobie most. Mocny i solidny chocia偶 wygl膮da艂 tak, jakby by艂 utkany z setek cieniutkich nitek, po艂膮czonych bardzo skomplikowanymi splotami. Tak naprawd臋 nie by艂 zrobiony z cieniutkich nitek, bo to by艂oby niebezpieczne. Materia艂y, kt贸rych u偶yto do budowy by艂y mocne, jak stal i trwa艂e, jak najmocniejsze liny okr臋towe.
Most zawieszony by艂 wysoko nad rw膮c膮 rzek膮, pomi臋dzy dwoma skalistymi zboczami. Dzi臋ki temu mieszka艅cy okolic mogli przemieszcza膰 si臋 z jednej strony na drug膮 bezpiecznie i szybko. Nikt nie pami臋ta艂 kto i kiedy zbudowa艂 most, ale wszyscy bardzo si臋 cieszyli, 偶e mog膮 z niego korzysta膰.

Tak by艂o przez d艂ugi czas jednak pewnego razu sta艂o si臋 co艣 dziwnego. Jedna barierka na mo艣cie uszkodzi艂a si臋. Nie to jednak by艂o dziwne. Dziwne by艂o to, 偶e nagle mieszka艅cy z jednej strony rzeki zacz臋li spiera膰 si臋 z mieszka艅cami drugiej strony o to, kto powinien zaj膮膰 si臋 napraw膮 i ponie艣膰 jej koszty. Poniewa偶 uszkodzenie powsta艂o z prawej strony mostu – patrz膮c od uj艣cia rzeki – mieszka艅cy lewego brzegu uznali, 偶e to nie ich problem. Jednak mieszka艅cy obu brzeg贸w korzystali przecie偶 z ca艂ej d艂ugo艣ci mostu – barierka by艂a wi臋c potrzebna i jednym i drugim.

Patrz膮c na pewne sprawy z boku – lub z pewnej perspektywy – czasami bardzo szybko mo偶na znale藕膰 rozwi膮zanie. Jednak kiedy jest si臋 w 艣rodku konfliktu, w贸wczas cz臋sto nie jest to takie proste. Chocia偶 wydawa艂oby si臋, 偶e powinno by膰 odwrotnie. Temat uszkodzonej barierki ur贸s艂 w nied艂ugim czasie do rozmiar贸w powa偶nego problemu. Tak jakby barierki nie mo偶na by艂o naprawi膰 wsp贸lnie w ci膮gu jednego dnia i zamkn膮膰 spraw臋.
Zwa艣nione strony z dnia na dzie艅 coraz bardziej zaciekle broni艂y swoich racji i nagle 偶ycie nad rzek膮 sta艂o si臋 bardzo trudne. Mieszka艅cy prawej strony mostu uznali, 偶e skoro uszkodzona barierka jest po ich stronie mostu – mimo, 偶e zawsze uwa偶ali, 偶e most nale偶y do wszystkich – postanowili nie wpuszcza膰 na t臋 stron臋 s膮siad贸w z naprzeciwka. Mieszka艅cy lewej strony byli oburzeni i codziennie domagali si臋 naprawy uszkodze艅 i jednocze艣nie mo偶liwo艣ci korzystania z przej艣cia.
Wkr贸tce atmosfera sta艂a si臋 tak niezno艣na, 偶e ju偶 nikt nie zbli偶a艂 si臋 do mostu i nikt z niego nie korzysta艂. Ci, kt贸rzy po drugiej stronie rzeki mieli przyjaci贸艂 lub nawet rodzin臋 nagle przestali si臋 z nimi kontaktowa膰. Ci, kt贸rzy zaopatrywali si臋 po drugiej stronie rzeki w r贸偶ne produkty nagle musieli si臋 bez nich obej艣膰. To powodowa艂o frustracj臋 i coraz wi臋ksz膮 niech臋膰 do tych, kt贸rzy byli po drugiej stronie rzeki – bez wzgl臋du na to, po kt贸rej stronie si臋 mieszka艂o.

Z dnia na dzie艅, z miesi膮ca na miesi膮c coraz trudniej 偶y艂o si臋 nad rw膮c膮 rzek膮. Z czasem ju偶 nikt nie pami臋ta艂 o uszkodzonej barierce za to wszyscy czuli w sobie wrogo艣膰 i z艂o艣膰, jakiej nigdy chyba tu nie zaznano. Wielu osobom by艂o z tym bardzo ci臋偶ko, a jednak nikt nie wiedzia艂, jak wyj艣膰 z tego impasu. Wszelkie pr贸by nawi膮zania kontaktu z drug膮 stron臋 uznawano za zdrad臋. 呕adna ze stron nie dopuszcza艂a te偶 mo偶liwo艣ci naprawienia barierki, bo to uznano by za poddanie si臋 bez walki.
Sami s艂yszycie: poddanie si臋, walka, zdrada… Tego typu okre艣le艅 nigdy przedtem tu nie u偶ywano. Teraz sta艂y si臋 bardzo popularne.

Mosty buduje si臋 po to, 偶eby 艂膮czy膰. Kiedy si臋 je burzy, to znaczy, 偶e nie chce si臋 zgody i porozumienia. Most nad rw膮c膮 rzek膮 wci膮偶 wisia艂 i m贸g艂 s艂u偶y膰 tak wielu osobom. Tymczasem stawa艂 si臋 bezu偶yteczny, co by艂o zupe艂nie niezrozumia艂e.
– Rozbierzmy ten most! – krzykn膮艂 kto艣 podczas jakiego艣 zgromadzenia po prawej stronie rzeki.
– Przetnijmy liny – s艂ycha膰 by艂o g艂osy po drugiej stronie rzeki – niepotrzebny jest skoro nikt z niego nie korzysta!
Zadziwiaj膮ca jednomy艣lno艣膰 jak na dwie zwa艣nione strony konfliktu. Czy nie mo偶na by tak w kwestii naprawy i przywr贸cenia mostowi jego dawnej roli?

Niekt贸rzy twierdz膮, 偶e natura ludzka jest taka, 偶e po prostu nie da si臋 tak, aby na 艣wiecie by艂a zgoda i przyja藕艅. Konflikt jest wpisany w ludzk膮 natur臋 i pr臋dzej czy p贸藕niej da o sobie zna膰. Jaka szkoda, 偶e tak ch臋tnie przyjmujemy to za pewnik i poddajemy tej teorii, zamiast udowadnia膰 na ka偶dym kroku, 偶e to nieprawda.

Kt贸rego艣 dnia mieszka艅cy obu stron rzeki zacz臋li jednocze艣nie zbiera膰 si臋 przy mo艣cie. I jedni i drudzy przyszli z zamiarem zniszczenia mostu – na z艂o艣膰 tym z naprzeciwka, chocia偶 przecie偶 tak naprawd臋 chyba na z艂o艣膰 sobie samym. Nagle jednak sta艂o si臋 co艣 zupe艂nie niespodziewanego. Jasne b艂臋kitne niebo w jednej chwili zas艂oni艂y ciemne i ci臋偶kie chmury. Zagrzmia艂o. B艂ysn臋艂o. Zerwa艂a si臋 tak potworna burza, jakiej tutaj nie pami臋ta艂 nikt. Ludzie musieli skry膰 si臋 w swoich domach, bo inaczej chyba zmy艂oby ich z powierzchni ziemi.

Na drugi dzie艅 rano, kiedy niebo zn贸w by艂o jasne i pogodne, oczom mieszka艅c贸w ca艂ej okolicy ukaza艂 si臋 smutny widok. Pi臋kny i mocny most by艂 w strz臋pkach. Mocne liny, kt贸re wygl膮da艂y, jak nitki, rozwiewa艂 poranny wiatr. Nie by艂o ju偶 zepsutej barierki. Nie by艂o 偶adnych barierek. Nie by艂o ju偶 nic.

To, co sobie wyobra偶amy cz臋sto nijak si臋 ma do tego, co potem widzimy na oczy. Zazwyczaj to drugie nie dor贸wnuje pierwszemu i dotyczy to zar贸wno wyobra偶e艅 tego, o czym marzymy, jak i tego, czego bardzo nie chcemy. Tylko, 偶e w przypadku marze艅 wyobra藕nia podsuwa pi臋kniejsze obrazy ni偶 mog膮 by膰 w rzeczywisto艣ci. Z kolei w przypadku rzeczy nie fajnych i smutnych – dopiero rzeczywisto艣膰 potrafi nam je unaoczni膰.

Kiedy mieszka艅cy dw贸ch brzeg贸w rzeki zobaczyli rozmiar zniszcze艅 poczuli wielki smutek. Jakim艣 cudem – jakby to nie by艂o oczywiste od samego pocz膮tku – dopiero teraz zrozumieli, 偶e przej艣cie na drug膮 stron臋 bez wisz膮cego mostu jest prawie niemo偶liwe. Rzeka, nad kt贸r膮 mieszkali mia艂a bardzo wartki nurt, nikt nie odwa偶y艂by si臋 jej przekracza膰. Most by艂 wybawieniem.

Mam nadziej臋 – i chyba wy tak偶e – 偶e mieszka艅cy otrze藕wieli i od艂o偶yli na bok wa艣nie. 呕e razem zabrali si臋 za budow臋 nowego mostu, kt贸ry b臋dzie s艂u偶y艂 wszystkim. A przy okazji z pewno艣ci膮 nauczyli si臋 jednej wa偶nej rzeczy: 偶e du偶o 艂atwiej by艂oby naprawi膰 istniej膮cy most – na przyk艂ad uszkodzon膮 barierk臋 – ni偶 budowa膰 go ca艂kiem od nowa. Bo mosty zerwane mi臋dzy lud藕mi odbudowuje si臋 czasami bardzo d艂ugo, a czasami – w og贸le nie da si臋 tego zrobi膰. Warto zawsze o tym pami臋ta膰.

Baranek

Pewnego razu by艂 sobie baranek
Kt贸ry by艂 mistrzem
W robieniu pisanek
Robi艂 ich mn贸stwo ka偶dego roku
zachwyca艂 tym bardzo
Wszystkich wok贸艂
鈥嶁嶁鈥嶁鈥鈥嶁嶁鈥嶁
Na g艂adkie skorupki jajek wapniowe
Nanosi艂 w skupieniu
Obrazki gotowe
By艂y tam g贸ry, lasy i szare zaj膮ce na 艂膮ce
I jasne s艂o艅ce i ksi臋偶yc blady
I gwiazdy na niebie b艂yszcz膮ce
鉁
I by艂y miasta, ma艂e miasteczka i rzeczki
Kt贸re tak l艣ni艂y jak w膮skie
Niebieskie wst膮偶eczki
I byli te偶 ludzie, kt贸rzy tak wygl膮dali
Jak kiedy kto艣 z bardzo wysoka patrzy
Drobniutcy i mali!
鈥嶁檪锔鈥鈥嶁檧锔鈥
A ich problemy ca艂kiem wtedy znika艂y
Bo 偶eby je dostrzec z wysoka
by艂y na to za ma艂e
鈥嶁檧锔鈥嶁檪锔鈥嶁檧锔鈥嶁檪锔
Odmalowany przez baranka na pisankach 艣wiat
Wydawa艂 si臋 wi臋c pozbawiony
Wszelkich wad
艢wiat pozbawiony smutku i mroku
odtwarza艂 baranek na skorupkach
Co roku
I ozdabia艂 go girlandami zielonych li艣ci
Z nadziej膮, 偶e w ko艅cu mu si臋
zi艣ci…

Cz艂owiek i Nuda

Pewnego razu by艂 sobie cz艂owiek
Kt贸ry si臋 nigdy nie nudzi艂
Zawsze mia艂 w g艂owie jak膮艣 ide臋
Z nowym pomys艂em si臋 budzi艂

Wstawa艂 gotowy by w 偶ycie wdra偶a膰
Kolejne koncepcje swoje
Zaj臋膰 mia艂 tyle, 偶e by starczy艂o
Na ludzi dwoje lub troje

Czas mu up艂ywa艂 szybko i dobrze
I zawsze niezmiernie mi艂o
Problem z zaj臋ciem? Nudy na pudy?
To go nie dotyczy艂o!

Sk膮d bra艂 pomys艂y? Sk膮d w jego g艂owie
Zawsze idei tysi膮ce?
Ot, tak – po prostu – si臋 pojawia艂y
Jak rano na niebie s艂o艅ce!

Nigdy specjalnie tym si臋 nie trudzi艂
By wpa艣膰 na co艣 specjalnego
A jednak wci膮偶 mia艂 nowe pomys艂y
Po prostu – mia艂 g艂ow臋 do tego!

Nuda to proste i kr贸tkie s艂owo
A tyle w sobie zawiera
W dodatku mimo, 偶e takie kr贸tkie
To jednak w plecy uwiera

Lecz nasz bohater bra艂 je za rogi
呕eby j膮 zdystansowa膰
I nuda nigdy mu nie dokucza艂a
M贸g艂 si臋 czym innym zajmowa膰

Wiosna

Wiosna obudzi艂a si臋 p贸藕no jako艣. Za oknem s艂o艅ce dawno ju偶 rozgo艣ci艂o si臋 na niebie. Niebo o艣lepia艂o b艂臋kitem, a w ga艂臋ziach drzew ptaki rozgadane ha艂as czyni艂y niesamowity. Wiosna zdziwi艂a si臋, 偶e spa艂a tak mocno skoro dzie艅 ju偶 taki pi臋kny. Lecz mo偶e to tylko pozory? Mo偶e to Zima 偶arty sobie stroi? Bywa zmienn膮 i czasami 偶arty si臋 jej trzymaj膮. Wiosna na szcz臋艣cie du偶o ma cierpliwo艣ci i spokoju w sobie. Cierpliwie czeka na sw贸j czas i w og贸le nie przejmuje si臋 tym, 偶e Zima od czasu do czasu przymierza jej sukienki.

Na zjedzenie 艣niadania nie zosta艂o ju偶 zbyt wiele czasu. Mo偶e wypicie jogurtu dzisiaj wystarczy. I kawa koniecznie 鈥 z li艣膰mi dzikiej koniczyny. Ziele艅 czas zacz膮膰 przyjmowa膰 w jak najwi臋kszych ilo艣ciach 鈥 ziele艅 daje zdrowie i 偶ycie. I mn贸stwo energii, kt贸ra przydaje si臋 na co dzie艅. Ziele艅 to kolor 偶ycia, chocia偶 ka偶dy kolor ma du偶e znaczenie dla Wiosny.

Niekt贸rzy Wiosny nie traktuj膮 powa偶nie. Patrz膮 na ni膮 z przymru偶eniem oka. Wydaje si臋 by膰 zawsze zbyt m艂oda na to, 偶eby by膰 powa偶n膮, zbyt zielona na to, 偶eby zrozumie膰 prawdziwe problemy otaczaj膮cego 艣wiata, zbyt radosna 鈥 czy to nie pozory? 鈥 偶eby da艂o si臋 z ni膮 powa偶nie porozmawia膰. Ubiera si臋 zawsze za lekko. Nie dba o dodatki. Nie przejmuje si臋 mod膮. Lubi wygod臋 i lubi 偶ycie, a kto dzisiaj je lubi? Tylko ci, kt贸rzy maj膮 nie po kolei w g艂owie!

Czy kapelusze s膮 modne w tym sezonie? Kto by si臋 tym przejmowa艂 鈥 Z pewno艣ci膮 nie Wiosna. Nigdy nie zwa偶a艂a na to, co na jej temat s膮dz膮 inni. Nigdy zreszt膮 nie mia艂a z tym jakiego艣 problemu. Bieg艂a przed siebie, nie zwa偶aj膮c na innych 鈥 nie szkodz膮c nikomu, ale te偶 nie zatrzymuj膮c si臋 nad tym, co nie interesowa艂o jej lub nie bawi艂o. Czy zbyt lekko podchodzi艂a do wszystkiego? By膰 mo偶e. Czy by艂o w tym co艣 z艂ego? Chyba niezupe艂nie.

Czas p艂ynie szybciej jako艣, kiedy ciep艂o i ptaki 艣piewaj膮. Dni trwaj膮 niby d艂u偶ej, a z drugiej strony 鈥 znienacka przychodz膮 ciep艂e wieczory, kt贸re szybko pogr膮偶aj膮 si臋 w ciemno艣ci granatowych nocy. Trudno jest z艂apa膰 chwile, kt贸re przelatuj膮 jak jerzyki w powietrzu nie gubi膮c ani pi贸rka. Czy warto je 艂apa膰? Czy lepiej patrze膰, jak frun膮 w pi臋kn膮 dal? Wiosna nigdy nie mia艂a tendencji do zbieractwa. Wola艂a kwiaty rosn膮ce na 艂膮ce ni偶 wi臋dn膮ce w wazonie. Wola艂a s艂owa, kt贸re wp艂ywaj膮 na emocje w danej chwili ni偶e te uwi臋zione na zawsze w formu艂kach, definicjach i teoriach.

Zapachy zdaj膮 si臋 mie膰 kszta艂ty wiosn膮. Zdaje si臋 czasami, 偶e unosz膮 si臋 w powietrzu jak du偶e mydlane ba艅ki 鈥 tylko nie s膮 z myd艂a, a z aromat贸w p艂yn膮cych od strony rzeki i lasu. Kiedy p臋cherzyk zapachu p臋ka nam tu偶 obok nosa zdaje nam si臋, 偶e wszystko wiruje i zaprasza nas do ta艅ca. Oczywi艣cie s膮 i tacy, na kt贸rych to nie dzia艂a. Zawsze tacy s膮. Wiosna to kolory i zapachy. M贸wi膮, 偶e powietrze pachnie wiosn膮 inaczej, ale to nie powietrze pachnie. To przez powietrze p艂yn膮 zapachy, kt贸re tworzy艂yby niesamowity krajobraz, gdyby tylko by艂y widzialne.

Co roku Wiosna budzi si臋 z lekkim b贸lem g艂owy. Z roku na rok jest starsza 鈥 czy to jest przyczyn膮? By膰 mo偶e. By膰 mo偶e z wiekiem nabiera艂a rozumu, a przecie偶 to boli. No 鈥 sami przyznajcie! Lepiej jest biec przez 偶ycie nie my艣l膮c i nie czuj膮c. Wtedy nie boli nic. Na b贸l my艣lenia jest jednak rada. Zdrowa dieta 鈥 ot co. Du偶o zieleni 鈥 st膮d w kawie dzika koniczyna 鈥 i du偶o barwnych warzyw i owoc贸w. Przy takiej diecie my艣li s膮 l偶ejsze. G艂owa jest l偶ejsza. D艂onie i stopy tak偶e. Po prostu.

Zima zebra艂a po艂y swojego d艂ugiego szarego p艂aszcza i rozejrza艂a si臋 w zamy艣leniu. Trzeba mie膰 du偶o w sobie pewno艣ci, 偶eby nie da膰 si臋 st艂amsi膰 z艂ej opinii. Tylko dzieci lubi膮 Zim臋. To jej wystarczy. Zreszt膮 co j膮 to w艂a艣ciwie obchodzi? Je艣li ma si臋 do spe艂nienia rol臋, a z drugiej strony tak膮, a nie inn膮 osobowo艣膰 to czy warto ci膮gle od nowa to rozpatrywa膰 pod ka偶dym mo偶liwym k膮tem? Czy nie szkoda na to czasu?

Wiosna w przekrzywionym kapeluszu wpad艂a na ni膮 w progu. Zima spojrza艂a surowym wzrokiem tak, jak si臋 patrzy na m艂odsz膮 siostr臋. Czyli nie takim a偶 surowym, jak mo偶na by s膮dzi膰. Jednym ruchem d艂oni poprawi艂a kapelusz Wiosny na jej g艂owie.

– Teraz lepiej 鈥 mrukn臋艂a 鈥 i nie szalej tak. Potem zn贸w b臋dziesz narzeka膰, 偶e bol膮 ci臋 nogi. Czasami usi膮d藕, poczytaj troch臋. 艢wiat kr臋ci si臋 przecie偶 bez tej twojej ci膮g艂ej bieganiny.

– Dobrze 鈥 u艣miechn臋艂a si臋 Wiosna 鈥 postaram si臋 troch臋 uspokoi膰 chocia偶 wiesz jaka jestem 鈥

– Wiem, wiem 鈥 odpar艂a Zima i odwr贸ci艂a si臋 do drzwi 鈥 odzywaj si臋 czasem.

– B臋d臋! 鈥 zawo艂a艂a Wiosna i u艣miechn臋艂a si臋 na my艣l o czu艂ych listach od siostry, kt贸re spada艂y lekkimi p艂atkami 艣niegu na zielone 艂膮ki jeszcze na pocz膮tku kwietnia.

Sobota

Sobota. Si贸dma rano
S艂o艅ce ju偶 dawno na niebie
w szarej sukience dzisiaj
Bo to nie wiosna jeszcze
Za oknem ptasie gadanie
Dzie艅 si臋 powoli rozkr臋ca
Patrzy na niebo strapiony
Czy go nie przemy膰 deszczem…?
Wied藕ma na szarej komodzie
Rozgl膮da si臋 czujnym okiem
Podparta na swojej miotle
Wygl膮da ca艂kiem jak 偶ywa
鈥嶁檧锔鈥嶁檧锔鈥嶁檧锔鈥嶁檧锔鈥嶁檧锔鈥嶁檧锔
Obok druciana 艂aweczka
Z 艂adnie wygi臋tym oparciem
Mruczy pod nosem kontenta
呕e taka jest urodziwa
W powietrzu si臋 unosz膮
Wa偶ne pytania o 偶ycie
O to co jest istotne
I tego typu sprawy
W leniwy sobotni poranek
Wa偶膮 mniej nieco ni偶 zwykle
I troch臋 je rozprasza
Zapach porannej kawy

 

Samolubny strach

Pewnego razu by艂 sobie strach. Nie jaki艣 olbrzymi, ale te偶 nie ca艂kiem ma艂y. Mieszka艂 sobie nieopodal i mia艂 si臋 ca艂kiem dobrze. Nigdy si臋 nie nudzi艂. By艂 bardzo towarzyski i ch臋tnie odwiedza艂 ludzi, kt贸rzy mieszkali obok. Lubi艂 sp臋dza膰 z nimi czas, zagadywa膰, opowiada膰 r贸偶ne historie. Czasami nawet zdarza艂o mu si臋 偶artowa膰. Uwa偶a艂 samego siebie za dobrego kompana i w zwi膮zku z tym nie mia艂 zamiaru tego nigdy zmienia膰.
Tymczasem ludzie, kt贸rzy mieli z nim do czynienia, nie zawsze mieli o nim dobre zdanie. Niekt贸rzy, owszem, twierdzili, 偶e jego obecno艣膰 bywa nawet przydatna. Zawsze przypomina艂 im o r贸偶nych wa偶nych sprawach do za艂atwienia. O niekt贸rych nawet zbyt cz臋sto. Jednak byli i tacy, kt贸rzy miewali go do艣膰. Nawet bardzo mi艂e towarzystwo potrafi czasami znu偶y膰. A strach bywa艂 mi艂y, ale potrafi艂 by膰 tak偶e trudny w relacjach. Nie ka偶dy potrafi艂 sobie z tym poradzi膰.
Strach nie przejmowa艂 si臋 tym zbytnio. Mia艂 do艣膰 siln膮 osobowo艣膰. Zawdzi臋cza艂 to z pewno艣ci膮 swojemu pochodzeniu. Jego przodkowie nale偶eli niegdy艣 do rod贸w panuj膮cych na 艣wiecie. Zawsze byli bardzo ambitni, a z drugiej strony – wsz臋dobylscy. Wielcy podr贸偶nicy, zdobywcy 艣wiata, tacy, co to zawsze przewodz膮 grupie i wszyscy wok贸艂 patrz膮 na nich z podziwem. Chocia偶 ten podziw bywa zazwyczaj podszyty obawami i niepewno艣ci膮.
Strach by艂 bardzo pewny siebie. Wiedzia艂 te偶, 偶e jego pewno艣膰 siebie jest wi臋ksza ni偶 ludzi wok贸艂. Dlatego w og贸le nie przejmowa艂 si臋 tym, co my艣l膮, czuj膮 czy czego potrzebuj膮. Potrafi艂 wpa艣膰 nagle do czyjego艣 domu, narobi膰 szumu i ha艂asu, rozsi膮艣膰 si臋 przy stole i oczekiwa艂, 偶e wszyscy b臋d膮 skaka膰 wok贸艂 niego. I zwykle tak by艂o. W wielu domach tak go w艂a艣nie traktowano, chocia偶 wcale nie chciano. Po prostu tak dzia艂a艂 na innych.

Pewnego razu postanowi艂 odwiedzi膰 znienacka kolejnych s膮siad贸w. Bywa艂 u nich ju偶 przedtem czasami, ale rzadko i wpada艂 tylko na chwil臋. Teraz wpad艂 na pomys艂, 偶e mo偶e nawi膮偶e bli偶sze relacje. Nie mia艂 zamiaru si臋 zapowiada膰 z wizyt膮 – tego typu osobowo艣ci zachowuj膮 si臋 tak, jakby wszyscy zawsze tylko czekali na ich wizyt臋. Zamierza艂 wpa艣膰 tam zupe艂nie niespodziewanie i posiedzie膰 nieco d艂u偶ej.
Kiedy wreszcie pojawi艂 si臋 u s膮siad贸w ci z pocz膮tku byli nieco zdezorientowani. Dot膮d omija艂 ich dom i byli z tego bardzo zadowoleni. Teraz wszed艂 jakby nigdy nic, usiad艂 wygodnie w fotelu i rozgl膮da艂 si臋 z zainteresowaniem po wn臋trzu.
– 艁adnie tu – rzek艂 w ko艅cu – przytulnie. Ch臋tnie napij臋 si臋 czego艣.
Zwyk艂a go艣cinno艣膰 nakazywa艂a, 偶eby spe艂ni膰 jego pro艣b臋. Otrzyma艂 wi臋c szklank臋 soku i nawet kawa艂ek ciasta. Mieszka艅cy rozmawiali z nim grzecznie i nawet przyja藕nie, lecz z pewnym dystansem. W ko艅cu nie bardzo wiedzieli, po co przyszed艂 i jakie ma zamiary.
Strach wzi膮艂 za dobr膮 monet臋 ich przyjazne nastawienie. Spodoba艂o mu si臋 tutaj i by艂 ju偶 pewien, 偶e b臋dzie wpada艂 cz臋艣ciej. Jednak dobre wychowanie by艂o czym艣, z czym spotyka艂 si臋 u innych – sam nie by艂 w tym dobry, a nawet w og贸le nie mia艂 o tym poj臋cia. W zwi膮zku z tym zdarza艂o mu si臋 wpada膰 z wizyt膮 w zupe艂nie nieodpowiednich porach, na przyk艂ad o 艣wicie, kiedy gospodarze dopiero si臋 budzili, albo te偶 zasiedzie膰 si臋 do p贸藕na. Bywa艂o nawet, 偶e ca艂膮 noc m臋czy艂 swoich nowych przyjaci贸艂 opowie艣ciami i 偶artami, nie zwa偶aj膮c na to, 偶e s膮 ju偶 bardzo zm臋czeni. To zaczyna艂o by膰 naprawd臋 uci膮偶liwe.
R贸偶ni ludzie z 偶yczliwo艣ci doradzali nieszcz臋艣nikom, 偶eby wi臋cej nie wpuszczali strachu do domu. 呕eby zamkn臋li drzwi i okiennice, zmienili zamki. Przecie偶 to ich dom, a nie jego. Niech sobie siedzi u siebie, a nie zawraca g艂ow臋 innym. Jeszcze inni twierdzili, 偶e ludzie ci powinni si臋 wyprowadzi膰. W miejsce, o kt贸rym strach si臋 nie dowie i nigdy tam nie trafi. Wtedy b臋d膮 mieli spok贸j.
– On si臋 nie odczepi – m贸wili – zatruje wam 偶ycie! Czy wiecie ile rodzin ju偶 zniszczy艂? Ile przyja藕ni? To nie jest mi艂y go艣膰. Naprawd臋.

Jednak ludzie, kt贸rych strach ostatnio tak cz臋sto nawiedza艂 nie zamierzali si臋 wyprowadza膰. Nie chcieli tak偶e siedzie膰 zamkni臋ci w domu i udawa膰, 偶e ich nie ma. To mog艂o by膰 rozwi膮zaniem tylko na kr贸tk膮 met臋, a poza tym by艂o chyba czym艣 jeszcze gorszym ni偶 nieproszone wizyty uci膮偶liwego strachu. Zamiast ucieka膰 i wymy艣la膰 rozwi膮zania, kt贸re musia艂yby ca艂kowicie wywr贸ci膰 ich 偶ycie do g贸ry nogami, postanowili zrobi膰 co艣 zupe艂nie innego. I chocia偶 to nie by艂o 艂atwe postanowili spr贸bowa膰.
Kiedy strach po raz kolejny odwiedzi艂 ich znienacka zaprosili go do sto艂u i zasiedli obok niego. Po wst臋pnej rozmowie o b艂ahych sprawach, kiedy strach ju偶 mia艂 zaczyna膰 jak膮艣 swoj膮 opowie艣膰, przerwali mu. Zdziwi艂 si臋 bardzo, bo dot膮d nikt nie odwa偶y艂 si臋 tak go potraktowa膰, ale wkr贸tce mia艂 si臋 przekona膰, 偶e jego zdziwienie mo偶e by膰 wi臋ksze.
– Strachu – zacz臋li – bywasz tutaj ostatnio bardzo cz臋sto. Sp臋dzasz z nami du偶o czasu, d艂ugie godziny przebywasz w naszym domu. To musi si臋 zmieni膰.
– Ale偶….- zacz膮艂 strach z oburzeniem, jednak pewne siebie i wymowne spojrzenia gospodarzy kaza艂y mu zamilkn膮膰.
– Dobre relacje s膮siedzkie s膮 dla nas bardzo wa偶ne. Sam musisz przyzna膰, 偶e kiedy pojawi艂e艣 si臋 po raz pierwszy przyj臋li艣my ci臋 bez zastrze偶e艅.
– Prawda – mrukn膮艂 strach
– Pewnie smutno ci troch臋 samemu w domu i lubisz towarzystwo innych ludzi
– O tak! – krzykn膮艂 strach
– Jednak – kontynuowali gospodarze – ka偶dy ma swoje 偶ycie. Chcieliby艣my ustali膰 z tob膮, 偶eby艣 nie …
– Mam nie przychodzi膰? – strach podni贸s艂 si臋 i spojrza艂 gniewnie na ludzi – wyganiacie mnie? Mnie??? Nikt dot膮d si臋 nie odwa偶y艂!
– Wcale ci臋 nie wyganiamy – odparli – po prostu nie mo偶esz tu przebywa膰 kiedy chcesz i jak d艂ugo chcesz. Je艣li ustalimy zasady twoich wizyt w贸wczas mo偶e wszystko si臋 jako艣 u艂o偶y.
Strach usiad艂 na krze艣le i patrzy艂 zdziwiony na ludzi. Dot膮d nikt w okolicy tak do niego nie przemawia艂. Nie bardzo teraz wiedzia艂, czy powinien si臋 z艂o艣ci膰 czy raczej cieszy膰. Zupe艂nie nowe emocje zaw艂adn臋艂y nim na chwil臋.

Poniewa偶 to bajka – wszystko jako艣 si臋 faktycznie u艂o偶y艂o. Strach nadal bywa艂 w domu tych ludzi, ale ju偶 nie przesiadywa艂 do nocy. To oni decydowali o tym, jak d艂ugo mo偶e u nich by膰 i kiedy. Nie by艂o to 艂atwe. Stare przyzwyczajenia maj膮 du偶膮 moc. Jednak systematyczna praca sprawia, 偶e z czasem s膮 wypierane przez nowe i lepsze. Tylko potrzebna jest ta praca. Dzi臋ki niej strach pokaza艂 im du偶o swoich dobrych stron, o kt贸re wcze艣niej w og贸le by go nie podejrzewali

Inni ludzie dziwili si臋:
– Przyja藕nicie si臋 ze strachem? Naprawd臋? To przecie偶 taki okropny samolub! I 藕le wychowany.
A oni odpowiadali:
– Nie jest taki z艂y, je艣li odpowiednio z nim post臋powa膰. Spr贸bujcie sami. Mo偶na si臋 z nim jako艣 dogada膰.
Ludzie tylko kiwali g艂owami z niedowierzaniem i odchodzili.
Ale przecie偶 to prawda. Nawet ze strachem mo偶na si臋 dogada膰. Nie dokucza wtedy tak bardzo. I okazuje si臋, 偶e ma tak偶e dobre strony. Jak niemal wszyscy i wszystko w naszym 偶yciu. Prawda?